Jak w 4 krokach ogarnąć wszystko?

Autor Agnieszka Krakos-Gorący

Uważam się za osobę całkiem dobrze zorganizowaną. Choć zdarzają mi się wpadki, oczywiście mój plan tygodniowy nie zawsze jest zrealizowany na medal, a przy małych dzieciach wystarczy czasem katar, by wywrócić plan tygodnia do góry nogami. Ale jakoś udaje mi się utrzymać na powierzchni Tak naprawdę to nie hokus pokus, czy doktorat z zarządzania (którego oczywiście nie mam). Ale wszystko sprowadza się do 4 kroków. Ich wdrożenie wymaga praktyki i cierpliwości, ale to całkiem niezła wiadomość, że jest ich 4, a nie 85, prawda? 

  1. Dobry plan – o ile spontanicznie możemy skoczyć na lody lub na wycieczkę do lasu, o tyle przy dużej ilości obowiązków, moje dni i tygodnie są dość precyzyjnie zaplanowane. Oczywiście, zdarza się, że coś wywali ten plan do góry nogami – przy małych dzieciach cały tydzień może się wyłożyć przez coś tak prozaicznego jak katar. Jednak dzięki planowi wiem, co jest ważne i potrafię modyfikować listę zadań. Jak zrobić dobry plan? Bardzo ważne, by plan był realistyczny. Na początku miesiąca planuję najważniejsze oraz cykliczne punkty danego miesiąca. W każdy poniedziałek sprawdzam, co zrobiłam, a co nie, weryfikuję i planuję najbliższy tydzień. Mam oddzielną listę zawodową i oddzielną rodzinno/zdrowotno/rozrywkową. 
  2. Podział obowiązków – nawet najlepszy plan będzie bezużyteczny jeśli będzie dotyczył tylko mnie, a pozostali domownicy będą go mieli w poważaniu. Jak podzielić obowiązki? Sprawiedliwie, zależnie od możliwości czasowych, preferencji i wieku domowników. Dzielimy się z mężem domowymi obowiązkami i opieką nad dziećmi. Angażujemy Basię i Gucia w prace domowe, choć są jeszcze bardzo mali. Ułatwiamy sobie każdy możliwy obszar organizacji – planujemy jedzenie na kilka dni, robimy zakupy raz w tygodniu, zautomatyzowaliśmy domowy budżet etc. Korzystamy z wszelkiej sensownej pomocy by nie dokładać sobie pracy.
  3. Ładowanie baterii – jedną z zasad bezpieczeństwa w samolocie jest „zanim założysz maskę dziecku, załóż ją sobie”. myślę, że to bardzo bardzo mądra porada. Jeśli moje baterie są wyczerpane, nie mam z czego dawać moim bliskim – mam mało cierpliwości do dzieciaków, wkurzam się o drobiazgi na męża, irytuje mnie wszystko dookoła. To strasznie frustrujace i dla mnie i dla nich. Nie ma sensu dokładać sobie takich emocji. Jako mama małych dzieci tego „wolnego czasu” mam jak na lekarstwo więc bardzo o niego dbam. Co mi pomaga? Jakikolwiek ruch na powietrzy, krótki spacer. Książka lub podcast zamiast kanapy i Netflixa. Trochę mniej słodyczy i kawy. Mocne przytulenie. Telefon do przyjaciółki. Puszczam 4 Non Blondes „What’s Up” bardzo bardzo głośno. Jezuniu, jaka to jest dobra piosenka!

  4. Magiczna sztuka odpuszczania – nie będę przed tobą udawać, ta część idzie mi najsłabiej. Czasami larwa perfekcjonizmu przejmuje zdrowy rozsądek. Ale przypominam sobie, że są takie dni kiedy po prostu musimy przeżyć w jednym kawałku – w te dni świat staje w płomieniach, jestem totalną jędzą i nie ma mowy, że ogarnę jeszcze dom. Ale są też dni, kiedy jestem naprawdę fajną osobą, ciepłą mamą, najlepszą partnerką i na dodatek wymiatam w pracy. Co mi pomaga? Nie uogólniam – to, że dziś jest beznadziejnie i brudno i wszyscy się kłócą, nie znaczy, że zawsze tak jest. Możliwe, ze jutro będzie trochę lepiej.  

Sprawdź inne wpisy